Czeski pomysł na niedzielne popołudnie.

Dwoje dzieci i wolny dzień, co tu robić?

Pomyślałam o drogowskazie na Jindrichovice pod Smrkem i będący tam „sknzen”. Kiedyś dotarłam do bram, ale niejasny cennik i stary dom jakich wiele zniechęciły mnie do wejścia na posesję. W końcu podczas mijających wakacji doszłam do wniosku, że tam mnie jeszcze nie było i wybrałam się z dzieciakami.

Już na wejściu zaskoczył mnie ciekawy „plac zabaw”. Kilka drzew, ze 2-3 kłody, kilka solidnych kijów i liny. Czas oczekiwania na przewodnika po obiekcie zajęty. Zerknęłam tu i ówdzie w międzyczasie ot wyposażenie starej wiejskiej chałupy, nic nadzwyczajnego – wiele takich sprzętów było w domu jak byłam dzieckiem (a do wnuków mi jeszcze daleko… czytaj stara nie jestem). Dzieci jak to dzieci wszędzie łapki wsadzić, tylko z przerażeniem patrzyłam jak przewodnik nas pogoni, a on tylko z uśmiechem, że mogą – a one tu zakręcić, tam wyciągnąć tu wleźć, postukać, popukać… – normalnie w swoim żywiole. Zespół nadmiernego stresu odpuścił jak zobaczyłam poniższą kartkę 😉 – przewodnik potwierdził, że to nie żart.

Po zwiedzeniu wnętrz pełnych sprzętów wszelakich wrażenie na mnie zrobiła letnia kuchnia i to co przed nią zobaczyłam… Ten błyszczący „talerz satelitarny” skupia ciepło promieni słonecznych i kilka litrów wody grzeje w 40 min.

Okazało się, że w skansenie jest jeszcze jedna perełka – stary młyn wiatrowy. Popatrzyłam na te działające prototypy dzisiejszych sprzętów powszechnego użytku i pomyślałam, że im to bida w razie braku elektryczności nie grozi – kilka zwierzątek, kilka zagonów i będą samowystarczalni 😉

Czeski pomysł na niedzielne popołudnie.
Oceń/Bewertung

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszelkie wędrowanie w górach. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.