Miejski urlop

Urlop był w styczniu, zdążyłam zapomnieć, że coś takiego istnieje, ale dzięki zdjęciom mogę obie przypomnieć te fajne chwile na wyjeździe. Tym razem postanowiliśmy zwiedzić z dziećmi trójmiasto.

Można powiedzieć, że to był miejsko-morski urlop

Dzień pierwszy po przyjeździe… wg prognoz zimny,ale pogodny. Ciuchcią z Gdańska na Hel. Na półwyspie spacer na cypel i pyszny obiad (zupa z Łososia) po obiedzie odwiedziliśmy foki. Zmarzliśmy bardzo mocno – lodowaty wiatr, ale było bardzo pięknie.

Następnego dnia spędziliśmy 3-4 godziny w muzeum – Antoś lat 9 dokonał wyboru ;). Oczywiście chodziło o centrum nauki Hewelianum. Takie miejsca powinny powstawać wszędzie, można ciekawie spędzić czas, doświadczyć nauki i dobrze się przy tym bawić.

Podczas urlopu poniosło nas jeszcze na ściankę wspinaczkową, gdzie dzieciaki nabrały ochoty na więcej, czyli niebawem trzeba pomyśleć o tym, gdzie z nimi, aby rozwijały tą naturalną potrzebę człowieka jaką jest wspinanie się ;).

Będąc w Trójmieście dotarliśmy jeszcze do Gdyni i Sopotu. W tym ostatnim był plan pojeździć na łyżwach – nie udało się z powodu intensywnego ataku zimy w styczniu. Gęste opady śniegu zasypały lodowisko i obsługa nie nadążyła z odśnieżaniem, musieli je czasowo zamknąć.

Miejski urlop
5 (100%) 1 Głós(ów)//Stimme(n)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wszelkie wędrowanie w górach. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.